MOZA z Odzysku


???
Po śmierci Kastora nie zostałam sama. Kilka lat temu w wyniku mojej miłości do dobermanów trafiłam do ekipy Nadziei Dobermana, na chwilę, dla poprawy nastroju... Pomaganie bezdomnym psom, kotom, gryzoniom stało się moim przekleństwem ale też sposobem na życie. W 2008 roku przywieziono mi na Śląsk suczkę odebraną z rozmnażalni. Autystyczną, przerażoną, bez kontaktu z człowiekiem suńkę, miałam zawyrokować czy uda się wydać ją do adopcji czy też nie. Po kilku spotkaniach uznałam, że sucz najlepiej jest poddac eutanazji gdyż męczy się w normalnym świecie i nikt normalny nie zechce dać domu takiemu psu. W wyniku kilku zbiegów okoliczności (jakże szczęśliwych w finale) MOZA trafiła do mnie na kilka dni, było to 13 lipca 2008 roku :)
MOZA urodziła się na nowo, ja nie zrobiłam nic, po prostu ją zaakceptowałam. Jej guru stał się Kastor, który nauczył ją żyć - bawić się zabawkami, kopać dziury, tarzać w trawie. Jego Duch wciąż nad nią czuwa - to widać, słychać i czuć...